Czego nie robią testerzy kończąc projekt?

Artykuły

Zamykanie projektu to magiczny moment dla zespołu.

Klient otrzymuje gotowy produkt, managerowie świętują sukces, zespół wyciąga wnioski z popełnionych błędów, szampan leje się strumieniami, a poszczególni członkowie teamu zostają kolejno przypisani do nowych projektów, w których to będą musieli się na nowo odnaleźć.

Cykl rozpoczyna się na nowo. Proza życia trwa w najlepsze.

I choć takie są uroki branży IT dziwi mnie nad wyraz jak często w takim momencie testerzy zapominają o najważniejszym elemencie poświadczającym zwieńczenie udanego (zazwyczaj 🙂 ) projektu.

Mowa tu o pracowniczych referencjach.

Referencje, jak wskazuje sama nazwa, to nic innego jak świadectwo wykonanych prac i podsumowanie pracowniczego wkładu i trudu w sukces projektu. To swego rodzaju opis punktujący jednoznacznie co, w jakim zakresie i kiedy zostało przez nas wykonane. Jest to jednocześnie – w mojej opinii – najważniejszy dokument poświadczający naszą wiarygodność.

Zapewne część z Was zapyta po co w ogóle martwić się o tak błahy świstek papieru. Po kiego niby kompletować takie barachło?

Otóż spieszę wyjaśnić, że istnieje szerokie grono firm oraz instytucji, które będą bardzo zainteresowane przeczytaniem owych kwitów.

Do tego grona należą m.in.

  • zagraniczne instytucje weryfikujące klasyfikacje testerskie dla celów wizowych,
  • placówki akredytujące umiejętności,
  • firmy z wysokim stopniem ryzyka (farmaceutyczne, bankowe),
  • a i każdy sensowny, przyszły pracodawca, u którego postanowicie kontynuować rozwój swej kariery poza strukturami dotychczasowej firmy 🙂 .

Do tego jest to doskonała karta przetargowa we wszelkich rozmowach o podwyżkę lub/i chęć zdobycia tytułu seniora. Nie ma bowiem lepszego poświadczenia zdobytych kompetencji niż referencje podpisane przez kilku managerów.

Tzn. istnieją lepsze metody ale są niezbyt legalne prawnie i etycznie, hehe…

Co powinna zawierać taka „refka”, aby stanowiła dumne trofeum osiągnięć?

Pomijając takie elementy jak szczegółowe dane firmy (w tym logo), okres realizacji projektu i dokładną lokalizację placówki – trzy punkty stanowią o dobrej referencji:

  • wymienione zadania, które realizowaliśmy przez czas trwania projektu,
  • ogólny (pamiętajmy o podpisanej NDA!) opis projektu (czego dotyczył, czemu służył),
  • sukcesy, które udało się osiągnąć w trakcie lub po zakończeniu projektu

W tym momencie pragnę podkreślić, że nie warto pisać niestworzonych historii lub uskuteczniać bajo pisarstwa. To ma być konkret – co, kto, kiedy, po co, dlaczego, na co i co w tym wszystkim robiliśmy. Prawda jest bowiem taka, że nawet jeśli, z jakiś powodów, manager przed podpisaniem nie przeczyta dokładnie podsumowania i nieopatrznie podpisze je to i tak kłamstewka da się błyskawicznie i empirycznie zweryfikować. Tak więc żadnego fabularyzowania, a jedynie trzymamy się faktów, prawdy i konkretów.

Skoro przygotowaliśmy już taki dokument, robiąc przy okazji stosowny rachunek sumienia, i uznaliśmy, że można drukować glejt musimy udać się z nim do wszystkich managerów, którzy zarządzali nami podczas trwania projektu.

Czy istnieje jedyny i słuszny moment, w którym powinniśmy podetknąć taki kwit pod nos prosząc jednocześnie o podpis? Szczerze mówiąc – nie. Choć im szybciej to zrobimy tym lepiej dla nas.

Ludzie się zmieniają, obowiązki często pojawiają się znikąd, a zapracowanie potrafi zagarnąć błyskawicznie cały dostępny czas. Stąd, z własnego doświadczenia, rekomenduję przygotowanie takich referencji w trakcie wygaszania projektu, tak aby jeszcze kiedy mamy styczność z managerem, dać mu dokument do wglądu. Nie musimy wówczas tłumaczyć szczegółów zadań (wszak czujne oko szefa pamięta co robiliśmy) i wspominać przeszłości.

Czy ktoś kiedykolwiek mi odmówił? Dotychczas – nigdy. Co najwyżej musiałem zmodyfikować co poniektóre punkty aby nie brzmieć jak jednoosobowa armia i testerskie guru, ale prócz tego nie miałem żadnych przykrości prosząc o poświadczenie mych umiejętności. Co prawda czasem (podkreślam – czasem) zdarzają się maruderzy co dociekliwie lubią zapytać „A na co ci to? A co tym chcesz ugrać?” ale zazwyczaj całość kończy się polubownie.

Osobiście uważam, że taka referencja to doskonałe (choć niezmiernie niedocenione) narzędzie nieocenione na każdym etapie kariery. Wyrabiając sobie markę nabywamy umiejętności i drogocenne doświadczenie, które chcielibyśmy udokumentować i którym chcielibyśmy się pochwalić. Zdobywamy zaufanie,  którego wyrazem jest właśnie ta niewinnie wyglądająca karteczka formatu A4.

Pamiętajcie zatem aby regularnie kolekcjonować świadectwa pracy, które poświadczają waszą renomę, pokazują mocne strony, skłonność do nauki, zaangażowanie  i chęć rozwoju.

Postarajcie się jedynie abyście zarówno wy jak i wasi managerowie jednakowo interpretowali zapisane podpunkty. Nie chcielibyście bowiem aby w przyszłości, gdy jakiś head hunter pokusi się o telefoniczną weryfikację przedłożonych świadectw, natknąć się na niemiłą niespodziankę w postaci nieścisłości lub jawnych oszustw 🙂

Ale o tego typu zagrywkach (i potencjalnych skutkach) porozmawiamy sobie innym razem.


Marcin Sikorski

Twórca wortalu test-engineer.pl. Wieloletni test lead oraz entuzjasta obszaru Internet of Things oraz systemów Embedded.

Leave a Reply

Be the First to Comment!

Notify of
avatar
wpDiscuz