Czym zajmuje się Test Lead?

Artykuły

Gdy zacząłem swą pierwszą pracę startując natenczas w charakterze testowego parobka nie mogłem wyjść z podziwu jak klawą fuchę mają Test Leadzi.

Ach… lider, przywódca, wódz…

Praca marzeń, w której możesz wydawać polecenia innym, kontrolując co najwyżej pojedyncze zadania.

Jesteś szanowany i respektowany przez wszystkich.

Z gracją i lekkością sugerujesz zmiany, rekomendujesz narzędzia, załatwiasz bezproblemowo wszystko co jest niezbędne innym do pracy.

Widać, że masz szacunek i respekt.

A do tego ilekroć spoglądałem na monitory takich liderów tak mym oczom ukazywał się co najwyżej Power Point,  Excel lub Word. Wpisywali tam swe tajemnicze wnioski i kalkulacje ustanawiając strategię działania na kolejne dni lub tygodnie.

Czasem odpisali na jakiegoś spontanicznego maila.

I to wszystko.

„Phi! Każdy mógłby tak robić. I jeszcze dostawać za to pensję!” – myślałem

Wówczas sądziłem, że praca ta jest lekka, łatwa i przyjemna.

Jesteś prawą ręką PMa/Product Ownera, której ufa równie mocno Scrum Master co i klient. Przewodzisz drużynie obierając kolejne strategie i analizując progres. Wszystko robi się samo, a ty masz czas na kawę i poczytanie wiadomości. No, może WYJĄTKOWO bywasz  od czasu do czasu na spotkania i ślesz sporadycznie raport.

Betka.

Oj, jak mocno zmieniło się moje zdanie na ten temat kiedy to po długich staraniach i kombinacjach przyjąłem na siebie w/w stanowisko stając się z dnia na dzień chłopcem do bicia 🙂

Bo widzisz bycie liderem to nie jest jednak taka prosta sprawa jakby się początkowo wydawało.

W pierwszej kolejności musisz zapoznać się z kilkoma szalonymi terminami pokroju:

  • Terminowość
  • Odpowiedzialność
  • Decyzyjność
  • Dojrzałość
  • Rozważność

Nie znałeś lub nie stosowałeś ich w swym życiu? To od teraz będziesz, misiu kolorowy.

Od dziś, aż do końca projektu będziesz musiał nie tylko organizować sobie pracę, ale całemu zespołowi. Dokładnie, rzetelnie, sensownie. Że co? Że niby nie umiesz estymować? Masz pecha. PM chce dokładną kalkulację ManDaysów, priorytetu zdań, dostępności poszczególnych członków zespołu itd. Najlepiej dostarcz te dane na wczoraj. I lepiej, żebyś nie przeszacował ani nie doszacował swych wyliczeń. Niech Cię ręką Boska broni przed takim zachowaniem. Zresztą… co za różnica. I tak będziesz musiał wyjaśnić i tłumaczyć się klientowi i innym stronom z obranej przez siebie ścieżki, swego zachowania i podejścia do testów.

Jakie inne strony? Ano np. dział wsparcia (drugi zespół testerów) z Indii albo Chin, z którym MUSISZ współpracować. Klient chciał przyoszczędzić trochę grosza, nabył tanią siłę, a ty musisz pracować z takimi. Grzecznie, z uśmiechem na twarzy i cierpliwością na ramieniu.

Będziesz musiał tłumaczyć wszystko kilkukrotnie, wdzwaniając się w telca, z których nie wynika kompletnie nic. Raz, że nie idzie zrozumieć żargonu i „engrish” Azjatów, a dwa, że i tak setki raz mielić będziecie te same tematy bo ktoś coś źle zinterpretował albo przeinaczył. Samo życie.

Ale to nic, to nic… i tak po każdym spotkaniu będziesz musiał wysłać minutki i szereg innych maili, które raportują co się dzieje/działo/będzie dziać. Lepiej zatem naucz się organizować przychodzące wiadomości, podziel skrzynkę na kilka działów, dorób tagi i kolorki bo za tydzień będziesz miał spuchniętą  skrzynię od naporu nowych maili.

A! I pamiętaj, że w każdej chwili może pojawić się konieczność wygrzebania wiadomości sprzed miesiąca. Tej zatytułowanej „szybkie pytanie”, która po 20 reply’ach jest bogatsza w dokumentację niż całe wasze Wiki projektowe.

BTW od dziś trafisz do tak szerokiego  spektrum wątków i mailowych korespondencji, że zdziwisz się jak ważną postacią jesteś. Tzn. nie jesteś. Ale i tak Cię będą ludzie wrzucać na zasadzie „co byś wiedział” lub „się wypowiedział”. Proza życia.

Pisząc już o „ważności”. Mówiłem już, że ludzie liczą na to, że wydasz odpowiednie dyspozycje? No to powtórzę. Na dziś, na jutro, na za tydzień. Dla niego, dla niej, dla każdego z osobna.

Masz grafik? Super. I tak się rozlezie. Ktoś czegoś nie zrozumie, ktoś zrobi coś o co nie prosiłeś. Ktoś wejdzie z tobą w dyskusję. Ktoś  podważy twoje kompetencje. Myślisz, że tak nie zrobią? To się mylisz.

A ty będziesz tracił cenne minuty na wyjaśnienia i gadki o niczym. Sekundy będą topnieć, a każda minuta od dziś będzie dla Ciebie na wagę złota. Czas będzie ci uciekać jak szalony, a ty wychodząc z roboty zaczniesz zastanawiać się „co ja w sumie dziś robiłem?”

No właśnie – co? Może załatwiałeś sprzęt i licencje, które powinny trafić do Was tydzień temu ale utknęły na granicy/na czyimś permissionie/w sklepowej skrzynce wiadomości nieodebranych. Trzeba zadzwonić. Trzeba napisać. Trzeba wyjaśnić. To twoja rola. Powinieneś był tego dopilnować. Co z Ciebie za lider?

Zaś jesteś do tyłu z terminami. Zaś klniesz pod nosem. Zaś trzeba przestawiać klocki grafika.

Dobrze chociaż, że ludzie są dostępni i wykonują swoją pracę jak należy.

Wróć.

Zapomniałeś o urlopach! Ludzie wpisują Ci swoje plany z dnia na dzień! Albo chorobowe. Albo macierzyńskie.  I gówno możesz z tego powodu zrobić.

Znowu trzeba estymować na nowo. Deklarować kolejne terminy. Będą opóźnienia. Będą wyjaśnienia.

A gdzie i komu będziesz coś tłumaczyć? Notorycznie i na domiar złego niemal wszystkim. W teamie. Na OSG. Podczas triagu. Podczas podsumowań. Masz znać odpowiedź na każde pytanie, które zada klient, PM lub inny liniowy, jak również tester, developer lub architekt. Najlepiej bądź gotów. Zawsze i na wszystko.

Masz chwilę wolnego? Jakoś ogarnąłeś burdel? Ekstra. To lecą do ciebie kolejne JIRY przypisane na twój zespół. Skąd? Jak?! A czy to ważne? Przecież zajmiesz się nimi w parę minut, prawda? Co to dla Ciebie. Przypisz kogoś do tego lub samemu przetestuj. W końcu i tak nic nie robisz.

Przecież gdybyś coś robił to byś nie spędzał tyle czasu na wypełnianie Worda/Excela/Power Pointa slajdami, wykresami, danymi i nudnymi faktami. Ile już pokryliście, jaki rodzaj testów, na jakim sprzęcie, na jakiej wersji. Lepiej, żeby cyferki się zgadzały bo inaczej czeka Cię seria niefortunnych zdarzeń w wykonaniu smutnych Panów. Wiesz o co chodzi. Skrob dalej, skrob dalej.

A właśnie… numerki – pamiętasz o tym, żeby  być z wersjonowaniem na bieżąco? Żeby wiedzieć jakie zmiany weszły i to dokładnie kiedy? Która wersja jest releasowa, która zmergowana lokalnie, co jest buildem „nieoficjalnym”, a co finałowym kandydatem? Nie? To lepiej zacznij. Taka dobra rada. Ale spoko. I tak się prędzej czy później w nich pogubisz.

Czy coś jeszcze może Cię zaskoczyć? Poza niespodziewanymi wydarzeniami? Raczej nie. To nie tak, że płytki do testów utknęły na granicy, przez zanik prądu straciłeś raport, który rzeźbiłeś od trzech godzin lub zapomniałeś wpisać prawidłowy numer rozliczenia dla PMa. To nie tak, że przez pomyłkę testerskie misje nakładają się na siebie lub wyleciało Ci poinformowanie zespołu o „małej, developerskiej zmianie”, która podbija soft do nowszego uaktualnienia. Detale, detale, detale.

Robisz błędy? Dałeś ciała? Pewno, że tak! To pamiętaj, że musisz zachować twarz! Udawać, że robisz swoje zdania bezproblemowo i bezstresowo. Jesteś liderem, mentorem, przywódcą. Dumnie przewodzisz swojemu zespołowi. Swemu stadku. Jesteś latarnią rozświetlającą mrok projektowej niewiadomej. Drogowskazem we mgle. Rozwagą i stabilnością dla innych.

A wszystko tylko po to, aby przechodząc przez kuchnię usłyszeć przypadkowo „On? Przecież on nigdy nic nie robi tylko lampi się w Worda!”.

Smutno Ci?

Nie martw się.

Czujesz to?

Ten zapach! Unosi się nad Tobą woń samca „alfa”. Witaj w gromadzie. Stałeś się jednym „z tych drugich”.

A przynajmniej zacznij w to wierzyć.

Udanego dotrwania do emerytury.


Marcin Sikorski

Twórca wortalu test-engineer.pl. Wieloletni test lead oraz entuzjasta obszaru Internet of Things oraz systemów Embedded.

Leave a Reply

Be the First to Comment!

Notify of
avatar
wpDiscuz